czwartek, 29 października 2020

Ściek od 29X20 notwane

 


PRZESTAŃCIE BRONIĆ APARAT WŁADZY PRZED WULGARYZMAMI. ZGADZACIE SIĘ NA PRZEMOC W INNYCH SFERACH ŻYCIA, A BOLI WAS NAGLE "WYPIERDALAJ" RZUCONE W KIERUNKU POLITYKA!
Podczas, gdy stoimy przed widmem wojny domowej, a stan epidemiczny zmusza nieudolny rząd do budowania szpitali polowych, niektórzy stają przed ogromnym dylematem - czy protestującym wolno przeklinać?
Bo wiecie, przecież wszystko załatwić można łagodnie. Szkoda tylko, że z delikatnością nie kojarzy mi się jakimś cudem ani Stonewall ani Solidarność. A zarzuty, które słyszę, do złudzenia przypominają te, rzucane w kierunku sufrażystek. Wulgarne, nieznośnie, obrażają uczucia religijne.
Tymczasem, wszyscy wielce oburzeni, pozwalają jednocześnie na przemoc, tyle tylko, że nieco inną. Czasami symboliczną, a czasami fizyczną.
Warto zadać sobie pytanie, jakie znaczenie, patrząc przez pryzmat relacji władzy, ma rzucone dosyć głośno i namalowane na murze “jebać psy”, kiedy jego adresatami są kordony uzbrojonych od stóp do głów mężczyzn i kobiet, wykonujących polecenia polityków. Rozumiem, że kiedyś jakiś policjant pomógł wam zdjąć kotka z drzewa, ale osobiście nigdy nie usłyszałam o policjancie, który pomógłby ofierze przemocy domowej. A historii wezwań, które funkcjonariusze sfinalizowali frazesem “proszę się dogadać”, słyszałam bardzo wiele. Uwierzcie mi, że to bezosobowe “jebać psy”, nie wyrządzi krzywdy nikomu, co najwyżej zmiękczy kilka sumień. Nie przypominam sobie ani jednej sytuacji, w której mundurowy tamujący protest, wylegitymował się, zgodnie z obowiązkiem i przysługującym manifestantom żądaniem.
Pomyślcie również, jakie znaczenie ma “wypierdalaj”, rzucone do człowieka, pod którego dom nawet nie jesteśmy w stanie podejść. Albo do rządu, składającego się z ludzi, decydujących o naszym życiu i nie ponoszących żadnych konsekwencji w przypadku korupcji i malwersacji.
Pamiętajcie, że obrażając się na wulgaryzmy, jednocześnie legitymizujecie wiele innych form przemocy. Nie każdy z was, ale większość. Jaką przemocą jest “wypierdalaj” w porównaniu z systemową dyskryminacją osób nieheteronormatywnych, z furgonetką jeżdżącą po Polsce i nawołującą do nienawiści? Ze zmuszaniem kobiet do rodzenia martwych dzieci? Z przyzwoleniem połowy społeczeństwa na bicie tych już narodzonych? Z osamotnieniem ich matek, odpychanych i opluwanych na każdym kroku? Przemoc jest w każdej sferze naszego życia, ale nie każda nas oburza. Nie oburza nas architektura zaprojektowana w taki sposób, aby wykluczać osoby bezdomne. Nie oburza nas ich obecność, często normalizujemy ją, zrzucając winę za bezdomność na jednostkę jej doświadczającą. Nie oburza nas wyrzucanie ludzi na bruk. Nie oburza nas osadzenie rekordowej ilości osób w więzieniach. Nie oburza nas istnienie “wytrzeźwiałek” ani “domów dziecka”, nieobecnych już dawno w krajach zachodu.
A nagle oburza “wypierdalaj” rzucone w stronę osób, odpowiedzialnych za całą, przytoczoną przemoc. Zadowolonych z siebie, bawiących się w Bogów. Co politykom zrobi to “wypierdalaj”, na które zakrywają uszy? Te wszystkie, zamożne, wpływowe osoby, po zakończeniu kadencji prowadzić będą spokojne, uprzywilejowane życie. Również z dostępem do aborcji, skoro już o tym mowa, bo przecież terminować ciążę, zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, mogą tylko osoby uprzywilejowane, które stać na wycieczkę za naszą południową granicę.
Ludzie nie krzyczą tłumnie “wypierdalaj”, bo muszą zapłacić o kilka złotych wyższy podatek, albo przez to, że irytuje ich jakiś aspekt ustroju. Kiedy już naprawdę tysiące krzyczą “wypierdalaj”, wychodząc na ulice w trakcie pandemii, to muszą mieć powód.
Jeżeli więc jesteście aż tacy wrażliwi, przekierujcie się na działalność charytatywną, albo pomóżcie komuś, kogo dotyka systemowa przemoc. Są osoby bardziej pokrzywdzone, niż aparat władzy.
Autor Michalina Kobla